Emocje czy emoty?

Żyjemy w świecie kodów, pinów, ekranów smartfonów czy tabletów. Pracujemy przy komputerach, oglądamy telewizję. Mamy masę komunikatorów szybkiego kontaktu, wysyłamy maile do znajomych. Jesteśmy aktywni na fejsbuku, pintereście czy innych Instagramach.

Ktoś powie: przecież mamy XXI wiek, technologia poszła do przodu. Dlaczego to ma dziwić?

Nie dziwi, a smuci.

Kiedy ostatnio otrzymałaś zwykły list, na zwykłym papierze napisany odręcznym pismem?

Kiedy ostatnio usłyszałaś lub powiedziałaś do domofonu: „Cześć Kochanie, to ja!” zamiast automatycznego wklepywania kodu do drzwi?

Kiedy ostatnio ktoś do Ciebie zadzwonił z pytaniem co u Ciebie zamiast pisać krótki SMS o tej samej treści?

Kiedy zobaczyłaś realny uśmiech podczas realnej rozmowy zamiast kompozycji emotikonów na Messendżerze?

Kiedy ostatnio byłaś na spotkaniu, na którym nikt choć przez chwilę, nie zerknął na telefon?

Ktoś powie: bez przesady, przecież nie jest aż tak źle.

Źle nie ale może być lepiej, prawda? 😊

Spróbuj. To nic, że to potrwa.

Mail, który chcesz wysłać do przyjaciółki z innego miasta, wyślij zwykłym listem. Niech uroczy pan listonosz zapuka do jej drzwi i wręczy jej, Twój osobisty list od Ciebie. Niech to nie będzie zlepek wyklepanych na klawiaturze liter tylko napisany od serca, nawet koślawymi literami, list. Dziwnie? Nie dziwnie. Inaczej.

Chcesz dowiedzieć się jak się czuje bliska Ci osoba? Zadzwoń. Nie może rozmawiać właśnie w tym momencie? Oddzwoni. Usłyszysz jej słowa, emocje, nastrój.

Zamiast siedzieć wieczorem na kanapie z telefonem w ręku, odłóż go i spójrz na osobę, która siedzi obok Ciebie. Porozmawiaj z nią.

Ktoś powie: jakie to banalne.

No i? Banalnie nie znaczy nudno. Dbaj o kontakt, wspólne spojrzenie, głos, dotyk. Wiele sytuacji można przegapić patrząc się w ekran. To, że ktoś się uśmiecha na zdjęciu, nie znaczy, że tak się czuje. To, że ktoś napisze „wszystko ok” nie oznacza, że nie wali mu się w tym momencie świat. Prawdziwa rozmowa to podstawa. Żywa rozmowa nie pozostawia nam żadnych wątpliwości, nie rodzi domysłów. Czy nie lepiej żyje się w świecie, w którym wszystko jest dla nas jasne?

Pomyśl o tym, gdy po raz kolejny tego dnia, sięgniesz po „zastępstwo realnego kontaktu”.

 

 

 

 

Reklamy

Para buch!

Czym się różni rozzłoszczona kobieta od terrorysty? Z terrorystą można negocjować 😉 Złość. Emocja jak każda inna. Potrzebna czy zbędna? Samooczyszczenie czy samonakręcająca się maszyna negatywnych uczuć? Co Ci daje? Co daje Twojemu otoczeniu? Jesteś typem „co w sercu to na języku” czy raczej uśmiechasz się przez zaciśnięte zęby, a swoje w duchu przeklinasz i przeżywasz przez kolejne 10 dni?

Jako, że sama do złośnic należę – moi bliscy wiedzą, że to zdecydowanie zbyt łagodne określenie 😀 – potraktuję to jak wstęp do autoterapii. A, że afirmacje i motywujące slogany nic mi nie dały, postanowiłam temat ugryźć inaczej. Zatem akcję „uspokój się wreszcie Kobieto!” uważam za rozpoczętą.

Złość ma wiele twarzy, jak kobieta. Może w Ciebie wstąpić niespodziewanie, a może też być budowana jak rodem z Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie ma wzrastać. Może być gwałtowna i rozłożona w czasie. Aha, wiadomość dla Ciebie drogi mężczyzno [tak, wiem, że czytasz😉 ] PMS to nie złość wrodzona, to hormony! 😀

CO ZROBIĆ KIEDY CZUJESZ, ŻE ZARAZ WYBUCHNIESZ?

Po 1. Wyjdź z pomieszczenia z ostrymi narzędziami. Nie, nie chowaj się w łazience – tam są cążki i patyczki do usuwania skórek – ostre potrafią być, cholery!

Po 2. Jeśli masz możliwość, wyjdź z domu. Wsiądź w auto (albo biegnij) i jedź w kierunku najbliższego pola, gdzie masz pewność, że nikt Cię nie usłyszy, nie rozpozna i nie uzna za wariatkę i krzyyyyyyyyycz. Ile masz sił w piersiach. U mnie, w płucach, bo z samych piersi niewiele by wyszło 😉

Po 3. Weź poduszkę, worek treningowy, cokolwiek w co możesz uderzać. Wierz mi, wyładowanie wzbierającej furii w niczemu winny kawałek materiału wypchany pierzem lub pianką, zmęczy Cię tak, że zapomnisz o co Ci chodzi.

Po 4. To poziom level master – miej w pogotowiu tj w otchłani Twojego mózgu, który w tym momencie jest jakby wyłączony 😉 zestaw przyjemnych chwil związanych z osobą, której złość dotyczy. Wiesz, romantyczna kolacja z partnerem, idealnie czyste dzieci z uśmiechniętymi buziami, koleżanka z pracy, która wzięła za Ciebie robotę kiedy Ty musiałaś leczyć kaca.. takie tam, wycinki z magazynów dla kobiet, cudnie kolorowe obrazki mające się w danym momencie nijak do wszechogarniającego Ciebie wkur.u 😊

CO ZROBIĆ JEŚLI JUŻ WYBUCHŁAŚ?

Sorry, no to po zawodach. Stało się, mleko się rozlało. Możesz się bić w piersi, kajać się, przepraszać albo być z siebie dumna, że wreszcie powiedziałaś co myślisz. Efektem wybuchu są a) ciche dni, b) jeszcze głośniejsze dni, c) Twoje wyrzuty sumienia jak stąd do Maroko, d) mocne postanowienie poprawy, które umówmy się – trwa do następnego wybuchu.

Tak, wiem. Psycholodzy trąbią „medytuj, oddychaj, słuchaj brzdęków tybetańskich mnichów, licz do 10..” Ręka do góry, której to pomogło? Ja naprawdę chętnie Cię poznam i zapytam: jak Ty to zrobiłaś Kobieto, że w stanie furii jesteś w stanie wybrać odpowiedni kawałek gongów tybetańskich i upajać się nimi licząc do 10.

CO DAJE NAM ZŁOŚĆ?

– dodatkowe zmarszczki na czole i nad brwiami –  brzmi przekonująco, prawda? 😉

– jest Ci niedobrze, bolą Cię wszystkie mięśnie, a Twoje tętno jest tak szybkie jakbyś sprintem pokonała 10 km

– przekonujesz się, że skala głosu Edyty Górniak to pikuś w porównaniu z Twoimi możliwościami

– sąsiedzi zaczynają Cię omijać i szeptać między sobą gdy przechodzisz obok

– i najważniejsze – tracisz cenne sekundy życia na to, co mogłabyś zamienić w uśmiech i iść dalej

Tam gdzie radość tam i złość, to oczywiste. Jesteśmy różni, ścieramy się, nikt nigdy nie będzie taki jak my i to nam przeszkadza. Z drugiej strony, czy my jesteśmy idealni? Czy to co robimy jest jedyne właściwe? No nie. W relacjach jest potrzebny kompromis i rozmowa. Nawet z trzylatkiem 😉 (z dwoma trzylatkami to już panel dyskusyjny i tu zasada rzadko ma zastosowanie 😊 ).

Dziś przeczytałam zdanie: „przeżyj 24 godziny bez narzekania i zobacz jak zacznie się zmieniać Twoje życie”. Warto spróbować, od teraz.

A Ty jak sobie radzisz ze swoimi, trudniejszymi emocjami? Złość Cię hamuje? Motywuje? Pracujesz nad sobą czy uznajesz to za część swojej natury, która wymaga równowagi? Jestem ciekawa Waszych opinii.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Różowy październik

Mogą być małe i duże, jędrne i obwisłe, powiększone lub pomniejszone, idealnie wyeksponowane i mocno ukryte. Są obiektem pożądania i obiektem zaspokojenia głodu – matki karmiące, you know what I mean! 😉

Piersi.

Każda kobieta je ma ale nie każda o nie właściwie dba. Bo to nie rzecz w tym jak dobrać rozmiar stanika i jakie cud – ujędrniające kremy wklepywać, tylko jak dbać o nie tak, by móc cieszyć się zdrowym biustem.

Urosło wiele mitów wokół raka piersi; że małych piersi nie dotyczy, że kobiety przed 30stką nie chorują, że jeśli w Twojej rodzinie nikt dotychczas nie chorował to możesz być spokojna, że ciąża chroni przed rakiem piersi itd. Itd. Kobieto, to bzdura!

Od czego zacząć? Od ginekologa. To taki lekarz z niezbyt wygodnym fotelem, u którego ostatni raz byłaś 2,3 lub 5 lat temu. Jeśli nie byłaś tam dłużej masz ode mnie oficjalnego klapsa! Boisz się? Wstydzisz? Wiesz, że będzie nieprzyjemnie? Pozwól, że zacytuję Ci mojego ginekologa, który rzekł tak: „pani Magdo, gdyby u mnie było przyjemnie,
z pewnością Pani mąż nie pozwoliłby tu Pani przychodzić” 😊 Nie ma być przyjemnie, tylko kompetentnie. Kompetentny lekarz pokaże Ci również jak możesz zrobić to sama
w domu. Każda, – powtarzam! –  KAŻDA nietypowa zmiana, nietypowe „odkrycie”
w Twoim biuście powinno być przez Ciebie sprawdzone. Prywatna prośba – omijaj fora internetowe, wszechwiedzącego dr Google i pozostałe złote rady. Idź prosto do lekarza.

To tylko 5 minut. 5 minut, które zapewni Ci spokój lub wskaże drogę co robić dalej.

Jesteście matkami, córkami, wnuczkami, żonami, przyjaciółkami. Pomyślcie o swoim zdrowiu wielowymiarowo. Nie jesteście same dla siebie, lecz także żyjecie dla innych.

I z tą refleksją Was zostawiam, mając nadzieję, że będzie ona bodźcem do pierwszego, najważniejszego kroku.

 

Z poczwarki w motyla

To jacy jesteśmy dziś zależy od tego, jak byliśmy traktowani w dzieciństwie.  Oczywiście, kształtuje nas upływ lat, zdobyte doświadczenia ale fundament dostajesz w domu. Szczególnie gdy jesteś kobietą. Rzecz o dziewczynkach zwanych w przyszłości, kobietami.

Co słyszy dziewczynka, kiedy jest mała?

⇒ Bądź grzeczna!

⇒ Nie pobrudź się!

⇒ Nie bij się z innymi!

⇒ Baw się lalkami, pobaw się kuchenką

⇒ Nie wchodź na drzewo, nie bądź jak chłopak…!

Od lat utarty schemat. Dziewczynka = delikatność, subtelność, wrażliwość, bezbronność.

O ile w dzieciństwie to nie przeszkadza, o tyle w byciu kobietą już tak. Bo co taka kobieta wie o sobie?

Ma być grzeczna – grzeczność to uległość, kładzenie uszu po sobie gdy ktoś wylewa na Ciebie wiadro pomyj – masz stać grzecznie, wyprostowana i nie powiedzieć nic, bo nie wolno. Każdy może Ci powiedzieć co chce, jak chce i gdzie chce. Nie umiesz stawiać granic. Nie masz własnego zdania. W Twoim słowniku słowo „asertywność” nie istnieje. Jesteś grzeczna, czyściutka, z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Czyli taka jaką chce Cię widzieć otoczenie.

Ma nie bić się z innymi- najprościej mówiąc „nie walcz o swoje”, zostaw, odejdź i ciesz się tym co masz, choćby było to minimum Twoich możliwości. Z góry jesteś słabsza więc nie warto się wychylać bo można nieźle oberwać. Nie próbujesz, nie ryzykujesz. Jesteś bardzo, bardzo rozważna.

Ma z góry przeznaczoną rolę – bawienie się lalkami, kuchenką czy rozwieszanie wypranych ubranek dla lalek to nic tylko kształtowanie społecznej roli kobiety opartej na zajmowaniu się dzieckiem, domem. Ok. Nie mówię, że to złe ale to nie jedyna rola życiowa kobiety. Poza ugotowaniem obiadu i wyprasowaniem sterty rzeczy ma jeszcze pracę, pasje, jest kreatywna, uzdolniona. Już jako dziewczynkę zamyka się ją w przestrzeni domowych obowiązków. Ona już na tym etapie wie, że tak musi robić. I z tym podejściem wzrasta.

Ma nie być jak chłopak – …bo jest dziewczynką 😊 Nie ma się brudzić, nie ma chodzić po płotach, bawić się autami itd. Niby dlaczego nie? Dlaczego to przywilej chłopców? Może kiedyś ta kobieta będzie musiała sobie sama dać radę: wymienić koło w samochodzie, skręcić łóżko czy budować mosty. Bardzo często zabija się w dziewczynce męski pierwiastek, bojąc się, że utraci w przyszłości kobiecość. Poza tym, nie oszukujmy się,  kobiety po rozwodach, samotne matki, singielki – one po prostu muszą umieć sobie dać radę i przy odpowiednim fundamencie sprzed lat i ukształtowanym charakterze– dają.

To takie dość jaskrawe, możliwe, że momentami przerysowane przykłady ale jesteście mądre babki, wiecie o co w tym chodzi. Etykiety w życiu szkodzą. Nie pozwalają się rozwijać. Jesteśmy osadzone w jakimś układzie, z którego trudno się wydostać. Jeśli wylądowałaś kiedyś na kozetce u psychoanalityka to wiesz, że analizując Twój problem, analizuje on Twoje dzieciństwo. Tu zaczyna się wszystko, tu zaczynasz się cała Ty. Jeśli jest coś co Ci przeszkadza, Twój charakter nie daje Ci spokoju, wiesz, że możesz więcej ale coś wewnętrznie Cię powstrzymuje – zawalcz o siebie. Kształtuj, próbuj, ryzykuj, podejmuj decyzje. Możesz wszystko. Jeśli masz córkę, zastanów się jak ją wychowujesz, czy używasz etykiet, czy pozwalasz jej na niezależność w zachowaniu, zabawie, wyborach i jaką kobietą jesteś w jej oczach. One nas obserwują i chcą być takie jak my 😊 Nie sp…zepsujmy tego 😊

 

 

 

 

 

 

Depresja? Nie, dziękuję!

Dziewięć miesięcy oczekiwania i jest! Wymarzone, wypachnione, różowiutkie dziecko.

Jesteś absolutnie przygotowana na każdą możliwość: dziewczynka, chłopczyk, łóżeczko, przewijak, wanienka, obrazki w ramkach przy łóżeczku, pomponiki w oknie, wózek pod kolor samochodu. Wszystko jest tak jak sobie zaplanowałaś. Zrobiłaś szybki kurs macierzyństwa na 400 stronach pierwszego lepszego poradnika i z niecierpliwością czekasz, aż będziesz mogła tą wiedzę magiczną tchnąć w Twoje, Wasze życie.

Gości przyjmujesz drzwiami i oknami, wszyscy pochylają się nad maleństwem
i ciumkają nad nim ochy i achy. A Ty czujesz się jakbyś była zupełnie obok tego wszystkiego. Uśmiechasz się blado, wykonujesz mechanicznie czynności: wyciągnąć pierś – nakarmić – przewinąć – uśpić. Wpadasz w lekką panikę czy aby na pewno robisz to dobrze i we właściwej kolejności. Ktoś Ci mówi, że masz przyłożyć dziecko do piersi inaczej, ktoś, że teraz czas na czapeczkę i że nie masz nosić bo przyzwyczaisz albo, że masz nosić bo dziecko potrzebuje bliskości. Słuchasz, chłoniesz, zaczynasz siebie oceniać i obwiniać. Już nie wiesz gdzie kończy się instynkt macierzyński, a gdzie zaczyna się błąd. Ba! Czy Ty w ogóle masz instynkt macierzyński czy popełniasz same błędy?

Z dzieckiem jesteś przeważnie sama. Znosisz niewyspanie, osłabienie, kolki, marudzenia, własne niedojadanie, zajmowanie się domem i pozostałymi domownikami, bo nie, życie po porodzie nie zamiera, ono toczy się nadal obok, a Ty jako kobieta, społecznie wykrzyczanym „MUSISZ!”, musisz  to ogarniać.

Dziecko nie daje odetchnąć ani na chwilę. Coraz częściej przyłapujesz się na płaczu. Płaczesz z dzieckiem, bez dziecka, podczas krojenia marchewki i oglądania reklamy maści na hemoroidy. Czujesz beznadziejność. Każdy dzień wygląda tak samo. Uśmiech… a co to jest uśmiech? Aaaa to ten mimowolny grymas na twarzy kiedy uda Ci się uśpić dziecko po 2 h noszenia na rękach.. Masz ochotę uciec z domu, a zaraz potem masz wyrzuty sumienia jak stąd na Kamczatkę, że jak, Ty, Matka, mogłaś tak pomyśleć? Katujesz się myślami o swojej bezradności w macierzyństwie. Znowu płaczesz.

Tak moje drogie, zaczyna się depresja poporodowa.

Co o niej wiemy? Że jest, że się zdarza, ale na pewno nie nam! O nie! Mnie to nie dotyczy, bo przecież jestem taka pozytywna, dobrze przygotowana na zmiany, zaradna.. bulszit! Może to dotknąć Ciebie, może to dotknąć Twoją siostrę, przyjaciółkę, sąsiadkę. Żadna
z nich nie zwróci się do Ciebie o pomoc, czasem zwyczajnie nie ma na to siły, czasem nie chce się przyznać, że nie jest tak silna jak większość kobiet. Za to Ty, możesz coś zrobić!

  • Obserwuj, co u niej jest zwykłym spadkiem nastroju, a co przedłużającym się baby blues.
  • Rozmawiaj, dzwoń. Słysz jej głos. Co z tego, że wyślesz SMS „Jak się czujesz?”. Jedną ręka napisze „Dzięki, wszystko w porządku”, a drugą będzie brać tabletki na uspokojenie. W głosie usłyszysz czy jest silna, słaba, zrezygnowana, zadowolona..
  • Wyciągaj ją z domu. Nie, nie na imprezy. Spacery. Rozmowy przy herbacie.
    Z dzieckiem lub bez dziecka. Rozmawiajcie o niej, o tym jak się czuje w nowej roli,
    o macierzyństwie, o swoim związku. Zobacz w jaki sposób mówi o sobie, dziecku
    i partnerze. Powiedz jak Ty ją widzisz, wzmocnij ją swoją wiarą w jej możliwości.

Wsparcie na tym etapie jest bardzo ważne. Nie jesteś psychologiem ale jesteś osobą, która może pomóc. Na początku, czasem wystarczą rozmowy, spotkania, zmiana toku myślenia, przekazanie wartościowych i wzmacniających komplementów macierzyńskich. Bywa, że konieczna jest specjalistyczna pomoc psychologiczna i nie należy się tego bać. Można zasugerować grupy wsparcia, konsultacje indywidualne. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. I o to należy walczyć. Miejmy oczy szeroko otwarte i reagujmy!

Ostra jak brzytwa, słodka jak miód

Teściowa to bez wątpienia, najlepszy motyw wśród dowcipów opowiadanych przez ich zięciów. Sypią nimi jak z rękawa 😊

W przypadku synowych jest inaczej. Bo to inna zależność. Zięciowi wybacza się więcej, nawet można się z nim pośmiać z samej siebie. Synowa to kobieta. Relacja kobieta-kobieta z natury jest trudniejsza bo jakby na nią nie spojrzeć, zawsze pojawi się cień rywalizacji. My kobiety, tak już mamy. Patrzymy wzajemnie na swoje sylwetki, osiągnięcia, dzieci. A tu rzecz w rywalizacji nie byle jakiej – o tego samego mężczyznę.

Wpis miał być w krzywym zwierciadle, a wyszła refleksja inspirowana kobiecymi relacjami 😊 Cóż, samo życie. Zaczynamy 😊

→ Teściowa „do rany przyłóż”..sól ←

Po 1. Ma zawsze rację. Punkt 2. Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości – patrz punkt 1. Zapatrzona w swoje dziecko jak w obraz. Najwięcej wie, najwięcej widziała. Ty, synowo, marny puchu, patrz i ucz się. Z założenia, jesteś niegodna jej syna. I nie ma to znaczenia kim i jaka jesteś, bo nawet jeśli masz 2 fakultety, znasz 3 języki, jesteś wspaniałą panią domu, troskliwą żoną, cudowną matką to i tak jej idealny syn, mógł trafić lepiej. Lepiej to znaczy tak, jak ona sobie to zaplanowała. Oj, a zaplanowała, od pieluchy po emeryturę. Sorry dziewczyno, nie ma Cię w tym planie. Kontakty z nią to oszczędna w słowach kurtuazja – „dzień dobry” „do widzenia” „pocałuj mnie w..” .. no może niekoniecznie 😊. Zapomnij o życzeniach urodzinowych czy spontanicznych pogawędkach przy kawie. Nic z tych rzeczy. Co zrobić? Unikać 😊 A poważnie, odpuść, nie jesteś w stanie wszystkim dogodzić. Buduj swoją wartość i nie oglądaj się na innych. Dbaj o własną przestrzeń, wolną od toksycznych ludzi.

→ Mów mi „mamo” ←

Odkąd Cię poznała, zobaczyła w Tobie pokrewną duszę. Wyobrażała sobie jak to będziecie godzinami spędzać ze sobą czas na ploteczkach, oglądać wspólnie seriale, szydełkować czapki dla wnucząt, chodzić na zakupy wzmacniając tą cudowną więź bo jesteś dla niej jak córka. Obiecuje Ci pomnik bo jesteś taka wspaniała, doskonała i że jej syn ma szczęście, że taki cud spotkał na swojej drodze. STOP! Jeśli słyszysz coś takiego, zastanów się dlaczego? Może jej syn jest już kandydatem na starego kawalera, którego nijak się nie udało dotychczas z domu pozbyć. Może ma już swoje lata, a jej „CHCĘ BYĆ BABCIĄ!” jest nadmiernie akcentowane w co drugim zdaniu.  Może ma 4 synów i marzyła o córce więc teraz wszystkie swoje macierzyńskie tęsknoty chce przelać psychopatycznie na Ciebie. Bądź czujna i w razie czego, naucz się szybko biegać 😊

→ Teściowa skrojona na miarę ←

Nie, to nie ulubiona teściowa zięciów – na 102 🙂 To teściowa aktywna, mająca swoją pracę, pasje, własne towarzystwo, idzie z duchem czasu, potrafi rozmawiać i wyciągać wnioski. Ma swoje zdanie ale szanuje Twoje. Potrafi uderzyć pięścią w stół ale też poklepać po ramieniu mówiąc „dobra robota!”. Nie wtrąca się w Twoje metody wychowawcze tylko podsuwa sugestie. Nie jesteś dla niej przeciwnikiem tylko partnerem. Jak znajdziecie taki okaz, dajcie znać!:)

 

Z psychologicznego punktu widzenia, relacja z teściową jest jedną z najtrudniejszych.
Po 1. To matka Twojego męża – osoby, którą kochasz i z którą dzielisz życie.
Po 2. To babcia Twoich dzieci i chcesz aby ich dzieciństwo było radosne i spokojne nie odbierając im żadnej z rodzinnej więzi.
Po 3. To osoba, która chcąc nie chcąc jest integralną częścią Twojego rodzinnego życia więc pomimo różnic, ba! nierzadko przepaści jaka was dzieli, musisz stworzyć poczucie serdecznych, a przynajmniej neutralnych, stosunków żeby móc wieść w miarę spokojne życie we własnych czterech ścianach.

Oczywiście, to ma dwie strony. My też nie jesteśmy idealne i nie oszukujmy się – potrafimy nieźle za skórę zajść 😊 Zatem, jak stworzyć relację, która pomimo różnych spojrzeń będzie patrzeć w jednym kierunku? 😊 Jakie są Wasze relacje z teściowymi? Co chciałybyście w tych relacjach zmienić? Z czego musiałyście zrezygnować by pogodzić różnice między Wami? Podzielcie się w komentarzu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dobra rada nie jest zła

Wraz z narodzeniem dziecka rodzą się .. rodzice.

Niezależnie od tego czy to Twoje pierwsze dziecko czy kolejne, zaczynasz nową drogę, nową rolę.

Jakkolwiek nie przygotowywałabyś się do niej, teoria mija się z praktyką w wielu miejscach.

Jesteś zmęczona, nierzadko sfrustrowana, przytłoczona bezradnością wobec często płaczącego małego człowieka. Próbujesz reagować na wszystkie jego potrzeby ale nie oszukujmy się, nie jesteśmy robotami, każda ma chwile słabości i po prostu poddaje się chwilami, płacząc gdzieś w kącie.

Z jednej strony oczekujesz wsparcia z otoczenia, potrzebujesz żeby ktoś się Tobą w tym momencie zaopiekował, odciążył. Z drugiej, nierzadko otoczenie źle odczytuje Twój sygnał i zaczyna się rozgaszczać w Twoim życiu za bardzo i tu zaczyna się problem dotykający młode mamy. Twoją słabość odczytują jako nieradzenie sobie z obecną sytuacją czyli byciem mamą. Płynie strumień, w teorii, dobrych rad, zaleceń, wyciągów
z własnych doświadczeń. Im bardziej słuchasz tym bardziej się zamykasz i słabniesz.

Po 1. Mów otwarcie czego oczekujesz!

„Przytul mnie” to nie to samo co „Chcę abyś mi doradziła”. Mów otwartym tekstem. Drukowanymi literami, wykrzycz to jeśli trzeba. Musisz czerpać z zewnątrz to co da Ci siłę a nie to, co Ci ją odbiera. Ty będziesz zadowolona, a otoczenie będzie wiedziało CO
i JAK ma robić by było Ci lepiej.

Po 2. Dobra rada, dobrej radzie nierówna

Podobno nikt nie jest tak krytyczny wobec matki jak inna matka. To prawda. Bardzo szybko zapomina się z czym borykało się w czasie wczesnego macierzyństwa, jak bezradne byłyśmy w pierwszych tygodniach, ile porażek poniosłyśmy wiemy to tylko my. To prawda. Dziecko we mgle ma lepszą orientację w sytuacji niż kobieta na starcie macierzyństwa. Żadna z nas nie rodzi się z umiejętnością bycia mamą. To rola, której się uczysz cały czas, w każdym roku życia Twojego dziecka, nawet wtedy gdy ono jest już starym grzybem 😊

ALE..

Po 3. Dobra rada nie zawsze jest zła

Są jednak sytuacje, gdzie warto schować swoje macierzyńskie ambicje i posłuchać, szczególnie jeśli na szali jest zdrowie dziecka. Jeśli nie chcesz dać komuś satysfakcji, że jego rada była konieczna, skuteczna, ochronna – po prostu mu tego nie mów 😊 Zastosuj, sprawdź czy działa. Zapewniam – zdziwisz się ile dobrego może przynieść głos kogoś, kto z dziećmi przeżył niejeden rok.

To jak często odrzucałam dobre rady wie moje otoczenie. To, z ilu rad mimo wszystko skorzystałam i jak na tym wyszłam, wiem tylko ja. Wkurzałam się w duchu ale stosowałam, sprawdzałam, oceniałam skuteczność. Przeważnie wychodziło to moim dzieciom na dobre, nigdy jednak nie robiłam nic wbrew sobie. Problemem nie jest to, że ktoś chce Ci pomóc tylko to JAK i CZY tą pomoc potrafisz przyjąć; czy widzisz w tym punktowanie i krytykę czy życzliwą dłoń. W okresie wczesnego macierzyństwa jesteśmy niezwykle wyczulone na przejawy zewnętrznej troski. Potrzeba tu współpracy. Z jednej strony otoczenia, które powinno wiedzieć gdzie są granice [pamiętaj – to Ty je wytyczasz!]; z drugiej strony – Twojej czyli wdech-wydech, spuszczasz powietrze
z balonu macierzyństwa i robisz miejsce na cenne doświadczenia innych. Dzięki metodzie gaz-hamulec tj. dopuszczanie opinii innych i wytyczanie własnych granic, to co teraz doprowadza Cię do szału stanie się z czasem, niewzbudzającym negatywnych emocji, dodatkiem w Twoim macierzyństwie.