Depresja? Nie, dziękuję!

Dziewięć miesięcy oczekiwania i jest! Wymarzone, wypachnione, różowiutkie dziecko.

Jesteś absolutnie przygotowana na każdą możliwość: dziewczynka, chłopczyk, łóżeczko, przewijak, wanienka, obrazki w ramkach przy łóżeczku, pomponiki w oknie, wózek pod kolor samochodu. Wszystko jest tak jak sobie zaplanowałaś. Zrobiłaś szybki kurs macierzyństwa na 400 stronach pierwszego lepszego poradnika i z niecierpliwością czekasz, aż będziesz mogła tą wiedzę magiczną tchnąć w Twoje, Wasze życie.

Gości przyjmujesz drzwiami i oknami, wszyscy pochylają się nad maleństwem
i ciumkają nad nim ochy i achy. A Ty czujesz się jakbyś była zupełnie obok tego wszystkiego. Uśmiechasz się blado, wykonujesz mechanicznie czynności: wyciągnąć pierś – nakarmić – przewinąć – uśpić. Wpadasz w lekką panikę czy aby na pewno robisz to dobrze i we właściwej kolejności. Ktoś Ci mówi, że masz przyłożyć dziecko do piersi inaczej, ktoś, że teraz czas na czapeczkę i że nie masz nosić bo przyzwyczaisz albo, że masz nosić bo dziecko potrzebuje bliskości. Słuchasz, chłoniesz, zaczynasz siebie oceniać i obwiniać. Już nie wiesz gdzie kończy się instynkt macierzyński, a gdzie zaczyna się błąd. Ba! Czy Ty w ogóle masz instynkt macierzyński czy popełniasz same błędy?

Z dzieckiem jesteś przeważnie sama. Znosisz niewyspanie, osłabienie, kolki, marudzenia, własne niedojadanie, zajmowanie się domem i pozostałymi domownikami, bo nie, życie po porodzie nie zamiera, ono toczy się nadal obok, a Ty jako kobieta, społecznie wykrzyczanym „MUSISZ!”, musisz  to ogarniać.

Dziecko nie daje odetchnąć ani na chwilę. Coraz częściej przyłapujesz się na płaczu. Płaczesz z dzieckiem, bez dziecka, podczas krojenia marchewki i oglądania reklamy maści na hemoroidy. Czujesz beznadziejność. Każdy dzień wygląda tak samo. Uśmiech… a co to jest uśmiech? Aaaa to ten mimowolny grymas na twarzy kiedy uda Ci się uśpić dziecko po 2 h noszenia na rękach.. Masz ochotę uciec z domu, a zaraz potem masz wyrzuty sumienia jak stąd na Kamczatkę, że jak, Ty, Matka, mogłaś tak pomyśleć? Katujesz się myślami o swojej bezradności w macierzyństwie. Znowu płaczesz.

Tak moje drogie, zaczyna się depresja poporodowa.

Co o niej wiemy? Że jest, że się zdarza, ale na pewno nie nam! O nie! Mnie to nie dotyczy, bo przecież jestem taka pozytywna, dobrze przygotowana na zmiany, zaradna.. bulszit! Może to dotknąć Ciebie, może to dotknąć Twoją siostrę, przyjaciółkę, sąsiadkę. Żadna
z nich nie zwróci się do Ciebie o pomoc, czasem zwyczajnie nie ma na to siły, czasem nie chce się przyznać, że nie jest tak silna jak większość kobiet. Za to Ty, możesz coś zrobić!

  • Obserwuj, co u niej jest zwykłym spadkiem nastroju, a co przedłużającym się baby blues.
  • Rozmawiaj, dzwoń. Słysz jej głos. Co z tego, że wyślesz SMS „Jak się czujesz?”. Jedną ręka napisze „Dzięki, wszystko w porządku”, a drugą będzie brać tabletki na uspokojenie. W głosie usłyszysz czy jest silna, słaba, zrezygnowana, zadowolona..
  • Wyciągaj ją z domu. Nie, nie na imprezy. Spacery. Rozmowy przy herbacie.
    Z dzieckiem lub bez dziecka. Rozmawiajcie o niej, o tym jak się czuje w nowej roli,
    o macierzyństwie, o swoim związku. Zobacz w jaki sposób mówi o sobie, dziecku
    i partnerze. Powiedz jak Ty ją widzisz, wzmocnij ją swoją wiarą w jej możliwości.

Wsparcie na tym etapie jest bardzo ważne. Nie jesteś psychologiem ale jesteś osobą, która może pomóc. Na początku, czasem wystarczą rozmowy, spotkania, zmiana toku myślenia, przekazanie wartościowych i wzmacniających komplementów macierzyńskich. Bywa, że konieczna jest specjalistyczna pomoc psychologiczna i nie należy się tego bać. Można zasugerować grupy wsparcia, konsultacje indywidualne. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. I o to należy walczyć. Miejmy oczy szeroko otwarte i reagujmy!

Reklamy

8 myśli na temat “Depresja? Nie, dziękuję!

    1. Mało się o tym mówi, a wiele kobiet przechodzi to w pojedynkę. To takie zadry, które zostają w nas – matkach/kobietach na całe życie. Trzeba o tym głośno mówić i reagować. Nie przechodziłam depresji, choć duuuuuże spadki ogólnej mocy i nastroju były, ale domyślam się, że po takich doświadczeniach, jeśli z nich pozytywnie wyjdziesz na prostą, przy kolejnych dzieciach bardziej się sobie przyglądasz.

  1. Niestety, ten problem jest bardzo ignorowany, znajomi i rodzina po prostu będą Ci kazać, byś się „wzięła za siebie” albo „wzięła do roboty”. A to jeszcze pogarsza sprawę. Sami też ignorujemy sprawę: najpierw mówimy, że to lenistwo, niepunktualność, problemy z pamięcią, potem jest tylko gorzej. A jeśli sami sobie nie pomożemy to przecież wciąż możemy liczyć na pomoc bliskich, przyjaciół, szczególnie tych ludzi, którzy skutecznie radzą sobie ze stanami depresyjnymi. Dlatego wiedza na temat depresji powinna być rozpowszechniana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s