Rodzic – egoista!

Zmęczonym Rodzicom małych dzieci trzeba rozważnie zadawać pytania.

Na przykład: w sobotni wieczór po całodziennej gonitwie za dziećmi, pada od osoby postronnej pytanie: oooh, fakt, są małymi łobuzami ale co zrobilibyście bez nich?

Co zrobiłabym bez nich w sobotni wieczór? Język mi się plączę od wymieniania na jednym oddechu miliona opcji: kino, teatr, kolacja, 2 godziny kąpieli w pianie, wieczór
w SPA, spontaniczny wyjazd na weekend, kosmetyczka, znajomi, taniec, sen (!)…

Tak, zdecydowanie, trzeba zadawać rozważne pytania 😊

Dzieci są z nami, fakt niezaprzeczalny. Co teraz? Co to zmienia? Jeśli ktoś twierdzi, że nic – niech dalej tkwi w instagramowym świecie. Macierzyństwo to nie fotka skomponowana na odpowiednim tle, z odpowiednim światłem, w odpowiedniej sytuacji. To droga, którą wybiera się bardziej lub [o zgrozo!] mniej świadomie i trzeba być gotowym na wyboje i przeboje, na poświęcenie, na brak czasu, na góry i dołki, na zdrowie i choroby. Na wszystko.

Najczęściej wypowiadane przeze mnie zdania od ponad 3 lat brzmią następująco:

„ ..poczekajcie, przecież się nie rozdwoję!..”

„..eh, znowu muszę zmienić plany..”

Do jednego i drugiego zdążyłam się już przyzwyczaić. Są dzieci, jestem matką. Ale, hola, hola! Jestem też partnerką, żoną, kobietą. No właśnie.. i temu poświęcam ten wpis.

Zanim pojawiły się dzieci, był On. On i ja. Związek. Budowany od podstaw. Poznawaliśmy się, mieliśmy pasje, spędzaliśmy ze sobą czas. Czas. Nagle ten czas dzielony na połowę, podzielił się na trzy lub więcej części. Myślenie się zmieniło. Priorytety się zmieniły. Obowiązki się zwiększyły. Już nie praca-dom tylko dom-praca-dom-przedszkole-dom-sklep-lekarz-dom-praca_po_godzinach- dom.. Każdy dzień w innej, równie obciążonej konstelacji. Dzień wypełniony po brzegi, wieczór wypełniony brakiem sił. Odpowiedzi
w stylu „tak” „nie” „padam na twarz” „jutro pogadamy”. Jutro nie nadchodzi bo schemat się powiela. Dzień za dniem. Tworzycie rodzinę, jesteście dla dzieci ale dla siebie już nie.

Zanim pojawiły się dzieci byłam JA. Ja zawodowa – pracująca kiedy i ile chce. Ja – prywatna, mająca swoje towarzystwo, spotkania, plany, zainteresowania. Odkąd pojawiły się dzieci jestem ja – matka. Już zapomniałam o tej kobiecie sprzed kilku lat. Już nie pamiętam jak to było. Słowo! Dzieci zmieniają mózg kobiety. Może to tak ma właśnie być, że zapominasz o tym co kiedyś, by kształtować nową rzeczywistość. Ale nowa nie znaczy bez własnego JA. Bo nadal jesteś kobietą ze swoimi potrzebami, tylko przytłumionymi, bo te dzieci są ważniejsze. Tak mówią. Poniekąd racja ALE.. Ty też jesteś ważna. Są kobiety, dla których macierzyństwo to rozdział życia w którym najlepiej się realizują i ok, chwała im za to. Ale jest taka część kobiet, która kiedy zostaje matką, czuje wewnętrzne przeświadczenie, że coś w związku z tym „utraciła”. I tu pojawia się czas na zapoznanie się z definicją ZDROWEGO EGOIZMU.

Słyszałam, że zdrowy egoizm jest wtedy kiedy odmawiasz dziecku czekolady, a sama biegniesz po cichu do  toalety żeby zjeść „na raz” całą tabliczkę 😊 To egoizm, i do tego zdrowy bo dbasz o zdrowie dziecka, oczywiście 😊

A poważniej..

Zdrowy egoizm jest wtedy kiedy zauważasz swoją rodzinę jako odrębne jednostki
w całości. Mam czas dla dzieci ale mam TEŻ czas dla partnera i mam TEŻ czas dla siebie.

Aby rodzina mogła dobrze funkcjonować, każda z potrzeb poszczególnych więzi musi zostać zaspokojona. Kochacie się, jesteście razem, tworzycie całość. Każdy musi czuć się potrzebny i zaopiekowany, każdy na swój sposób. Mężczyzna musi czuć, że ma kobietę. Kobieta musi czuć, że ma Mężczyznę. Dzieci muszą czuć, że mają Rodziców.

Wiele par zatraca się w rodzicielskim życiu, nie potrafią tego połączyć z życiem we dwoje. Czasem to wina kobiety, która jest zapatrzona w dzieci; czasem mężczyzny, który już nie jest tak samo zapatrzony w swoją kobietę, bo ta przeszła macierzyńską metamorfozę. Powody są różne ale trzeba je poznać. Rozmowa to podstawa. W pędzie dnia zapominamy rozmawiać. Wiem, wiem, mężczyźni nie są stworzeni do rozmowy. Oni czekają od razu na wnioski i wdrożenia. Taki gatunek. Jednak nie dowiesz się, czego Wam brakuje nawzajem bez szczerej rozmowy. Można na wiele rzeczy się zgadzać, przymykać oko, zmieniać temat ale to nie rozwiązuje problemu, a później BUM! Emocje puszczają i zdziwienie: przecież wszystko było dobrze. . Jeśli czujecie, że Wasz związek bardzo się zmienił odkąd zostaliście rodzicami – porozmawiajcie o swoich potrzebach. One się zmieniły ale nadal w Was są. Zaskakujcie się wzajemnie. Małe gesty potrafią wprawiać w ruch wielkie rzeczy. Bliskość, zadbajcie o bliskość. Uwaga! Tak, seks można uprawiać przy dzieciach 😊 No, nie bezpośrednio 😉 Ale coś wymyślicie! Dacie radę 😊 Znajdźcie czas dla siebie – może kawa na mieście, może spontanicznie [lub zaplanowany] skrócony dzień w pracy, żeby być tylko we dwoje przez kilka godzin zanim dzieci wrócą do domu. To właśnie jest zdrowy egoizm rodzicielski. Działanie dla siebie. Bo rodzice to nie tylko mama i tata ale to kobieta i mężczyzna. Związek to permanentny plac budowy, tu nie można powiedzieć „pierd***, nie robię!” 😊 Zatem, jeśli czujesz, że nadszedł czas na zmiany; jeśli czujesz, że brakuje Ci dawnych Was, działajcie! We dwoje.

 

 

 

 

Reklamy

13 myśli na temat “Rodzic – egoista!

    1. Niestety nie u wszystkich jest tak różowo 🙂 Wiele znajomych kobiet skarży mi się na to, że macierzyństwo zmieniło ich związek nie do poznania, właśnie przez ten „sławny” brak czasu. Pytanie tylko, czy faktycznie nie można czy się nie chce nic z tym zrobić..:)

  1. Trafiłaś tym tekstem idealnie. Chyba mamy wlasnie kryzys – bo na nic czasu, bo sił brak. A mnie brakuje jakich kwiatków, kolacji we dwoje, albo chociaz zeby sie ładnie ubrac… Chlip

    1. To chyba czas żeby porozmawiać, znaleźć wspólnie rozwiązania. Każdy związek kiedyś przechodzi kryzys, to normalne. Zmęczenie, schemat czy rutyna wynikająca z macierzyństwa, często odbierają siły na cokolwiek innego wokół i o kryzys tu szybciej. Życzę Wam samych właściwych kroków, w dobrą stronę 🙂

  2. Witam;-) Pięknię napisane, myślę, że każda mama utożsami się z tym tekstem i znajdzie w nim cząstkę siebie, ja znalazłam i wiem, że czasem trudno jest pogodzić rolę rodzica z rolą żony i kobiety, jest tyle obowiązków domowych, że zapominam najczęściej o sobie, o tym, że ja również mam potrzeby!;-)

  3. W każdej rodzinie zapewne różnie się to przedstawia, ale scenariusze na ogół bywają podobne. Zatem takie wpisy sa zapewne potrzebne. Mogą uświadomić, że i na zdrowy egoizm tez należy sobie pozwalać 🙂

    1. Rzecz nie lezy w nieobliczalności dzieci, tylko w tym, że po pojawieniu się ich na świecie, rodzice koncentrują się w głównej mierze tylko na nich zapominając, że jako dorośli, jako rodzice, są również dla siebie nawzajem 🙂 I trzeba dbać o każdy rodzaj relacji, tej z dzieckiem i tej z partnerem, a także z samym sobą.

  4. Super! 🙂 Wydaje mi się, że w dużej mierze ta zamiana kobiety w matkę i tzw. „odpieluszkowe zapalenie mózgu” 😉 biorą się z naszej biologii. Bo to dziecko biologicznie naprawdę jest najważniejsze – jesteśmy stworzone do tego, by zapewnić im opiekę i przetrwanie. Dopiero, gdy dopuścimy rozum do „rozmowy”, to sobie uświadomimy, że jednak, żeby dziecko było zadbane, to i jego mama musi być zadbana 🙂

  5. Dobry tekst. Nasze dzieciory :)mają 11 i 6 lat. teraz są bardziej samodzielne i odrobinkę mniej wymagające uwagi (przynajmniej przy czynnościach życia codziennego). Więc i w związku mały oddech. Ale fakt – różnie u nas przez ten czas bywało. Lepiej i gorzej. Na szczęście bez większych burz w związku udało nam się to przetrwać 🙂 I jakoś pogodzić te wszystkie role. Łatwo nie jest – dokładanie tak jak piszesz

  6. Fajny post odnajduje siebie w nim 🙂 jak znajomi kiedyś nam powiedzieli, słuchajcie, jak będziecie potrzebowali pomocy, chcielibyście gdzieś wyjść to dajcie znać. To ja żartem powiedziałam- zdziwilibyście się jakby nas za 5 min nie było hehehe 🙂 macierzyństwo nie jest łatwe, ja mam kryzys zimowy, muszę nadrobić właśnie wyjścia z mężem 🙂

  7. Oglądałam wczoraj Familiadę. Było pytanie – Do kogo mówimy mamo a nie jest naszą mamą. Były trzy odpowiedzi – dwóch pierwszych nie pamiętam, ale trzecia utkwiła mi w pamięci. A była to – żona. 🙂 Wg. ankietowanych do żony mówimy mamo.
    A wracając do Twojego wpisu. No cóż. Masz rację. Trochę się zatracamy w tym macierzyństwie czy tacierzyństwie, a przecież warto też pomyśleć o sobie, o związku, o przyjaciołach. To trudne, ale się da 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s