Mama na wakacjach

Są tacy dla których wakacje jeszcze trwają, dla niektórych to już wspomnienie.

Po raz kolejny wyruszyliśmy z bliźniakami w podróż nad morze. O poprzednich wakacjach dużo by pisać; a to pogoda w lecie była zimowa, a to przechodziliśmy jednego roku bunt dwulatka, żeby z kolei w następnym roku przechodzić bunt trzylatka w wersji hard, znaczy się podwójnej. Tym razem, miało być inaczej. Jak mawiali rodzice dzieci starszych „po 4 roku będzie Wam łatwiej”.

No i w sumie jest. Bo tak:

  • nie musisz szukać na trasie toalety z przewijakiem bo jakimś cudem, dzieci, które sikają w domu 15 razy na godzinę, podczas podróży dowożą cały „bagaż” do, oddalonego o 100 km od domu, sedesu
  • nie musisz zabawiać podczas podróży, bo o dziwo, towarzysze podróży na siedziskach tylnich potrafią się doskonale sobą zająć i inteligentnie porozmawiać: „O, wiatraki!” „Patrz, krówka!” „Czujesz? Właśnie puściłem bączka!”
  • doświadczona chorobą lokomocyjną jednego z dzieci, jesteś przygotowana i masz w zanadrzu 3 komplety czystych ubrań na przebranie, podczas gdy Twoje dziecko, które tydzień wcześniej koncertowo zwymiotowało na siebie, towarzysza podróży i fotelik na piątym kilometrze od domu, przez 300 km jakby nigdy nic jedzie sobie podziwiając widoki.

Myślisz, faktycznie jest łatwiej. Musisz się tylko uodpornić na wszelkie konfiguracje zdań z wykorzystaniem słowa „daleko”.. „daleko jeszcze?” „ale daleko czy nie?” „ale już blisko czy jeszcze daleko?” „dlaczego to morze jest tak daleko?” i tak dalej. Tu powinno pojawić się lokowanie produktu, tj. skutecznych zatyczek do uszu ale każda z nich była bezradna.

Dojeżdżasz na miejsce. W ośrodku masz świetnie zaaranżowany plac zabaw. Jeszcze lepiej zaprojektowaną salę zabaw, w razie niepogody. Zajęcia animacyjne. No cud, miód, orzeszki. Wybierałaś to miejsce z niezwykłą dbałością i wyrwałaś ostatni pokój w szczycie sezonu. Brawo Ty! Dzieci wpadają na przyrządy placozabawowe, zaglądają do sali zabaw, idą na zajęcia z animatorem po czym już pierwszego dnia słyszysz coś, czego na pewno nie chcesz usłyszeć..pierwszego dnia..”NUDZĘ SIĘ”. Oooo, losie! Ma wszystko pod ręką, a ono się nudzi. Zarządzasz: „Idziemy na plażę!”. Wbiegają na plażę. Gdy mija pierwsze WOW czyli po jakichś 10 minutach, okazuje się, że „piasek za suchy”, „dlaczego dolałaś tak dużo wody? Teraz jest za mokry!”, „woda w morzu za zimna”, „fale za duże”, „fale za małe”, „dlaczego wśród tych foremek nie ma świnki Peppy i strażaka Sama!? Ja chcę strażaka!”..

Tu powinno pojawić się lokowanie produktu, tj. produktu uspokajającego skołatane nerwy dnia pierwszego ale cholera, niedziela niehandlowa, apteka zamknięta. A kto by na wakacje brał tabletki wyciszające? W końcu to wypoczynek, z dziećmi.

Wypoczynek. Z czterolatkami. Brzmi podobnie jak sucha woda albo słony cukier.

Człowiek się jednak uczy całe życie. Następnym razem wezmę zapas, co by jeszcze inne matki w ośrodku poratować 😉 Taki biznes 🙂

Wracasz do tego „hotelu przyjaznego dzieciom” i jak się okazuje, menu też jest bardzo przyjazne. Dzieciom. No same „rarytasy”: pizza, naleśniki na słodko, racuchy, nutella na kilogramy, dżemy tak słodkie, że aż gębę wykręca. I mimo starań „masz tu pyszną kanapkę z serkiem”, „zjedz jajeczko” to ono widzi, że tamto dziecko pałaszuje właśnie obłędnie słodki, lepki budyń czekoladowy, więc co ja mu tą kanapką przed nosem kręcę! Ono chce ten budyń, jakby o życie chodziło.. Po tegorocznych wakacjach, na przykładzie tych małych organizmów, wiem jak działa cukier w ilościach nieludzkich. Króliczki co to pod ogonkiem miały bateryjki znanej firmy na D, to pikuś! Energii tyle, że mogliby spokojnie zaopatrzyć w prąd jedno wielkie miasto i dwie wsie. I weź to ucisz, zatrzymaj, połóż! Poległam, całe 7 razy poległam.

I tak całe 7 dni. Karuzela emocji, od rozchichotania po totalne histerie. Od pełnego zadowolenia po niebotyczne znudzenie. Od euforii po łzy. A ja wraz z nimi 🙂 Mówią, że nie ma czegoś takiego jak wakacje z dziećmi. Że to tylko zmiana pola bitwy. Ale usłyszeć po powrocie od najbliższych: „wyglądasz na bardzo wypoczętą” – bezcenne 🙂 Bo wypoczęłam, tylko inaczej 🙂

Jak mama 🙂

Reklamy

6 myśli na temat “Mama na wakacjach

  1. ja mam jedno dziecie umilowane, ale juz kolejny rok na wakacje na Mazurach wybralam sie z kolezanka i jej malym gagtkiem….powiem tak. W zeszlym roku poszlysmy na zywiol. W tym mialysmy zapas srodkow kojacych zszargane nerwy (czyt. wino i rum) do zazywania po uspieniu potomstwa. Po tygodniu chcialysmy sprzedac komukolwiek te galgany 🙂

  2. Hahaha… moje bliźniaki mają 10 i 6 lat ;)… i mam wrażenie, że z każdym rokiem podróż z nimi jest coraz gorsza! No bo spróbuj odpowiedzieć na takie pytania po 300 kilometrach walki na drodze: „Tata, a ile się leci na planetę Dżaku z Ziemi?” albo „Dlaczego nie da się latać z prędkością nadświetlną, skoro Sokół Millenium może???” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s